Przywidz - 5-6 października 2019

Pierwszy raz w okresie wakacyjnym odbyła się znana i coraz bardziej lubiana impreza na orientację organizowana przez Bractwo Przygody Almanak. Edycje wiosenne oraz jesienne na trasie rowerowej odbywały się w nocy. Pomysł na start dzienny zatytułowany jako wakacyjny bardzo miło nas zaskoczył. I pomimo, że co po niektórzy dawno już o imprezie tej zapomnieli, my nadal miło ją wspominamy.

 

niektore

 Niektóre punkty kontrolne z trasy rowerowej pokrywają się z pieszymi, stąd dojazd do nich nie jest łatwy

 

Przez bardzo długi okres jedyną pewną na Pomorzu imprezą dla rowerzystów zaznajomionych z mapą był przeprowadzany dwa razy do roku Ekstremalny Rajd na Orientację Harpagan. Dystans około 200 km pokonywany w przeważającej mierze po leśnych i polnych drogach Kaszub był i jest wciąż wyzwaniem nawet dla bardzo zaawansowanych miłośników dwóch kółek. Dzienna formuła scorelauf (uczestnik wybiera kolejność zaliczania punktów kontrolnych, na Harpaganie - o różnej wadze, uzależnionej od m.in. odległości od startu) wymusza mocno strategiczne podejście. Należy tak zaplanować trasę, tak rozłożyć siły, aby starczyło ich na wartościowe punkty. Innymi słowy -"nakręcić" jak najmniej kilometrów uzyskując jak najwięcej punktów wagowych. Ponad dwieście kilometrów do podium - to jednak sporo.

Trzy lata temu, wychodząc naprzeciw zainteresowaniu rowerzystów, Bractwo Przygody Almanak zaproponowało rowerzystom krótszy dystans, przeprowadzany dwa razy w roku równolegle z odbywającą się imprezą marszową na 30 i 50km pod nazwą "Wiosenny / Jesienny Tułacz". Po raz pierwszy w tym roku pojawiła się również dzienna propozycja imprezy pt. "Wakacyjny Tułacz".

 

badamy

Badamy grunt; na szczęście rzeka okazuje się dość płytka ;)

 

Porównując do wspomnianego "Harpagana" - tutaj kolejność zdobywania punktów jest narzucona (liniowa), a punkty kontrolne dla obu kategorii: pieszej i rowerowej - w większości pokrywają się. Ze względów bezpieczeństwa w edycjach nocnych, czyli wiosennej i jesiennej nie ma też możliwości startów indywidualnych. Brzmi banalnie. Ale tak nie jest. W odróżnieniu od wielu mniej znanych imprez rowerowych na orientację, szczególnie dziennych, gdzie punkty "stoją na drogach" Tułacz oferuje "haczyk". Przeprowadzenie dwóch tras rowerowej i pieszej po tych samych punktach kontrolnych wymusza na rowerzystach zejście z rowerów i dojście do punktów pieszo. Czasami 20 metrów, czasami 120 metrów w zależności od obranego wariantu. Czyli - nie tylko musisz potrafić dojechać gdzieś rowerem, ale potem także musisz znaleźć punkt na własnych nogach. Dość precyzyjne namierzenie punktu ułatwia mapa o skali 1:25 tys (na Harpaganie - 1:50 tys), a organizator nie utrudnia dodatkowo znajdywania punktów i są one oznaczone odblaskami. Ot - taka specyfika.


Trochę wspomnień:

Pierwsza wakacyjna edycja Tułacza odbyła się na malowniczych ziemiach lęborskich, ze startem i metą w miejscowości Cewice. Pomimo przepięknej pogody edycja ta nie cieszyła się tak dużym zainteresowaniem jak poprzednie jesienna, czy wiosenna. Nam jednak nie zależało specjalnie na rywalizacji. Wystartowaliśmy by przede wszystkim dobrze się bawić i aktywnie wypocząć po ciężkim tygodniu pracy. "Móżdzenie" nad mapą i orientacja w terenie całkiem nieźle nam szła, do momentu aż jeden z nas osłabł w siłach. Ale skoro wystartowaliśmy w teamie, wspólnie też zajechaliśmy do mety. Specjalnie się nie przemęczając zaliczyliśmy prawie połowę wymaganych punktów kontrolnych lądując na mecie niemalże w maksymalnie wykorzystanym limicie spóźnień.

 

gdzieniegdzi

 Gdzieniegdzie trop urywa się ale kto dokładnie szuka zwykle znajduje !


Miejsce mamy pewnie i ostatnie, ale czy to ważne ?

Z udziału w imprezie i tak jesteśmy bardzo zadowoleni. W końcu mieliśmy okazję się trochę się poruszać i "wymóżdżyć" podczas zabawy z mapą. Najbardziej wspominamy punkt położony tuż na skraju rzeki. Chcąc nie chcąc i tak trzeba było przedostać się na drugi brzeg, by nie drałować specjalnie 12 km do najbliższego mostu. Sporo śmiechu mieliśmy również nie tyle co przy szukaniu punktów w lesie, co rowerów, które gdzieś po drodze posialiśmy ;)))


Ehhh, zabawa była przednia !


Team GR3maisto: Piotr Bartoszewicz & Krzysztof Kochanowicz


Relacja pochodzi ze strony Grupy Rowerowej 3miasto